Feed on
Wpisy
Komentarze

Memories

Mam takie jedno wspomnienie. Jest rok 1989, grudzień, kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia, mam 15 lat, idę sprężystym pewnym krokiem przez centrum Warszawy, przechodzę przez ul. Marszałkowską, by spotkać się pod kinem (Relax? Atlantic?) z moją przyjaciółką. Przepełnia mnie radość życia i poczucie wszechmocy. Właśnie skończyła się szkoła, zaczyna się kilkunastodniowa przerwa świąteczna. Jestem młoda i szczęśliwa. Dookoła świąteczne dekoracje, przed Domami Centrum - Mikołaje (coś mi świta, że ozdobieni byli logo Gazety Wyborczej, która wtedy dopiero wchodziła na rynek). Czuję podniecenie, świąteczny nastrój, wydaje mi się, że cały świat stoi przede mną otworem. Właśnie minęło pół roku, odkąd rozpoczęłam naukę w liceum. Już odnalazłam swoje miejsce, już się przyzwyczaiłam i dobrze mi wśród moich nowych znajomych. Mam też przyjaciółkę, z którą właśnie za chwilę się spotkam. (Czy ten film to nie było przypadkiem “Przesłuchanie”, od lat 18, na które my, 15-latki, miałyśmy nadzieję się dostać?). Dopiero zaczynam życie, tyle mnie jeszcze czeka, można wybierać spośród tylu możliwości. Mam już też oczywiście swoją platoniczną miłość w równoległej klasie. A on, jak mi się zdaje, też się mną interesuje. Idę tak i myślę nad wspaniałością świata.

Tylko tyle. Taki przebłysk i to raczej moich myśli, mojego nastroju niż konkretów. Więcej nie pamiętam prawie nic. Ani spotkania z przyjaciółką, ani filmu, ani drogi powrotnej, a tym bardziej o czym rozmawiałyśmy, co robiłyśmy. Zostają w nas takie okruchy pamięci, poszarpane, wyrwane z kontekstu, a jednak bardzo sugestywne. Wydaje mi się, że myślałam też wtedy: “zapamiętać, koniecznie zapamiętać ten wieczór, tę aurę, zachować tę chwilę na zawsze, bo jest piękna”. No i udało się.